EdukacjaMiastoPolecanePowiat i gminaSliderWiadomości

Szpitalne Oddziały Ratunkowe – najbardziej newralgiczne i najmniej… rozumiane!

Reklama

Mity, wielka dezinformacja i brak lekarzy

Trudno znaleźć w szpitalach miejsca „trudniejsze” niż SOR. Tłumy pacjentów, z których nawet  60-80% nigdy nie powinno tu trafić, brak lekarzy, a w końcu wynikający z tego stres chorych i personelu. A pomiędzy tym wszystkim najcięższe przypadki, walka o ludzkie życie.  – Wciąż pokutują mity, które wypełniają luki w wiedzy społeczeństwa. Często powodem napięć i pretensji nie jest czyjakolwiek zła wola. Wciąż w kraju mamy ogromny problem z niedostatecznym propagowaniem informacji o strukturze systemu ochrony zdrowia w Polsce – mówi Józef Więcław, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Mielcu. – Pacjent trafia w miejsce, w którym ustawodawca nie przewidział dla niego pomocy w danym przypadku, bo takową ma zagwarantowaną gdzie indziej. Ale chory tego nie wie i kłopot gotowy – tłumaczy personel SOR-u w Mielcu. – A SOR to nie jest całodobowe medyczne „1001 drobiazgów”, gdzie w każdej chwili można dostać każdą medyczną usługę. To reguluje ustawa, nie nasza wola.

„A co mi pomoże lekarz rodzinny?”

Na mieleckim SOR-ze to pytanie pada dziesiątki, jeśli nie setki razy w miesiącu. Są pacjenci, którzy nie mają pojęcia, jakie obowiązki i możliwości ma lekarz rodzinny. Sądzą, że nie ma on jak zdiagnozować, bo nie może skierować na badania, a w poradni nie ma warunków, żeby np. zdjąć szwy czy wyjąć kleszcza. A tymczasem jest wręcz przeciwnie! Lekarz rodzinny ma obowiązek diagnozowania, w tym kierowania na badania. Może, według przepisów, odesłać pacjenta na SOR tylko w nagłych przypadkach, jeżeli widzi przesłanki zdrowotne, ale uwzględniając, że SOR-y udzielają świadczeń w stanach nagłego zagrożenia zdrowotnego. Musi najpierw sam wyczerpać swoje możliwości diagnozowania i leczenia. – Są doskonali lekarze rodzinni, którzy, gdy już kierują do szpitala, to my na SOR-ze jesteśmy postawieni na baczność. Wiemy, że pacjent był wcześniej skierowany na badania, lekarz rodzinny postawił wstępną diagnozę, okazała się niepokojąca i stąd skierowanie – chwali lek. Monika Gołębiowska, ordynator SOR-u w Mielcu – Ale bywa i tak, że pacjent przychodzi ze skierowaniem np. na Oddział Płucny, jest spakowany, gotowy na hospitalizację, ale nie miał nawet zdjęcia RTG płuc. My je więc wykonujemy, okazuje się, że nie ma żadnego zapalenia, pacjent nie kwalifikuje się na oddział  i… zaczyna się dramat. Chory ma do nas wielki żal, uważa, że go lekceważymy. A można było tego uniknąć. Do szpitala, o ile jest taka potrzeba, powinien przyjść z diagnozą lekarza rodzinnego, nawet jeśli wstępną, to wiarygodną, popartą wynikami badań, a nie na podstawie „obstawiania w ciemno”. Potem cięgi zbieramy my – dodaje lekarka. Pokutuje przeświadczenie, że SOR to jest taka najwyższa instancja, która łączy w sobie funkcje lekarza pierwszego kontaktu, pielęgniarki środowiskowej, wszystkich poradni specjalistycznych, pogotowia ratunkowego, nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej itd. – A tymczasem nic podobnego! Wszystkie te funkcje są precyzyjnie rozdzielone w systemie, a naszą jest tylko i wyłącznie ratowanie pacjentów w sytuacjach nagłego, poważnego załamania się stanu zdrowia. Zawał, udar, krwotok, duszność, wypadek, świeży poważniejszy uraz itp. – to są sytuacje, w których szybko wkraczamy do akcji. Pacjent, który tu trafia z innego powodu, zapewne nie będzie zadowolony – zaznacza lekarka.

Reklama

„Przyszedłem ‘na pogotowie’, żeby było szybciej, a czekam już 5 godzin!”

Pacjenci notorycznie mylą Szpitalny Oddział Ratunkowy z pogotowiem, którego rolę zresztą również źle rozumieją. Samo słowo „pogotowie” kojarzą z szybkością udzielenia wszystkich świadczeń medycznych, a nie z ich rodzajem (a to służba ratownicza) i tego się spodziewają na SOR-ze. Tymczasem pogotowie to w Mielcu osobna placówka, która dysponuje wyłącznie karetkami. SOR nie jest więc pogotowiem, lecz częścią szpitala, ale również pełniącą rolę głównie ratowniczą. Tak więc szybkiego przyjęcia nie ma się co spodziewać w przypadkach mniej poważnych. – Mamy tu tzw. triaż. Co to takiego? Istnieją konkretne parametry, które triażysta, ratownik medyczny, musi ustalić, by sprawdzić stan pacjenta. Pacjent „czerwony” wymaga natychmiastowej pomocy,  „żółty” musi ją otrzymać pilnie, w ciągu godziny. Pacjent „zielony” nie wymaga szybkiej interwencji, może czekać na pomoc nawet 6 godzin, a „niebieski” aż do 8 – wyjaśnia lek. Monika Gołębiowska. Dodaje, że jeśli pacjent został oznaczony jako „zielony” lub „niebieski”, najprawdopodobniej w ogóle nie powinien trafić na SOR i dużo wygodniej, a często i sprawniej, uzyskałby pomoc u swojego lekarza rodzinnego lub w poradni specjalistycznej przystosowanej do potrzeb takiego chorego. – Na SOR-ze pacjenci w stanie ciężkim zawsze będą przyjęci w pierwszej kolejności. Nie mamy prawnych ani moralnych możliwości postąpić inaczej, a pacjent w stanie niezagrażającym życiu czuje, że marnuje czas i jest poirytowany. Nie ma szans, żeby w tym stresie starał się nas zrozumieć i napięcia gwarantowane – nie kryje personel. – A wystarczyłoby skierować swoje kroki do lekarza rodzinnego czy np. do poradni chirurgicznej. Byłoby szybciej, a rozwiązania byłyby od razu dedykowane danemu problemowi.

Otwartość personelu i świadomość pacjenta    – Zdajemy sobie sprawę, że SOR to oddział, nad którym trzeba stale pracować. Szpital ze swojej strony wciąż może, a nawet musi wiele poprawić. Będziemy to robić, tym bardziej, że personel także tego chce. Jednocześnie wiemy, że podczas bieżącej pracy oddziału nie sposób edukować – mówi dyrektor mieleckiego szpitala, Józef Więcław. – Zresztą dla chorego to też nie jest czas i miejsce na rozpracowywanie systemu służby zdrowia. Będziemy więc systematycznie przekazywać wiedzę w zainteresowanych mediach, także na Facebooku i stronie. Bez świadomości pacjenta o tym, jak jest zorganizowana służba zdrowia, nie ma mowy, żeby system działał sprawnie i płynnie. Będziemy uczulać personel na wagę dobrego kontaktu z chorym, a pacjentów informować, gdzie otrzymają szybką i skuteczną pomoc – deklaruje.

Reklama
Reklama

Zobacz także

Back to top button