MiastoWiadomości

Zakończyła się Trzecia Mielecka Ekstremalna Droga Krzyżowa

Reklama

W sobotę, 1 kwietnia, przed południem, ostatni pielgrzymi ściągnęli buty, rozprostowali zdrętwiałe z bólu nogi i resztę członków, i udali się na zasłużony odpoczynek.

Jedni do docelowego sanktuarium doszli już o godzinie 6 – tej rano, innym droga zajęła nawet 12 i więcej godzin.

W każdym chyba przypadku przebyta droga była dla nich Wielką Drogą. Wielką, czy to z jedynie z powodu wielkich trudności związanych z jej przejściem, czy też Wielką także dlatego, że coś zmieniła w ich patrzeniu na świat, i że to Coś zostało w nich na dłużej, może na zawsze. Nawet jeśli proza życia nie pozwoli szybko odkryć tego śladu w duszy, to kiedyś przyjdzie czas, że to się stanie. Może po następnej EDK, a może po jakimś niecodziennym zdarzeniu dnia codziennego. Ale ważnym jest – jak powiedział w kazaniu ksiądz opiekun EDK Marek Synowiec – że spróbowali, że jak Zacheusz, weszli z ciekawości na tę „sykomorę Drogi”, by w swej małości spojrzeć z wyższego miejsca na Tego, który przechodzi. I może niespodzianie do nich powie: „Zacheuszu, zejdź! Pospiesz się, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”.

Przygotowania do trzeciej już mieleckiej Drogi rozpoczęły się we wrześniu 2016. Kilkunastoosobowy Sztab wziął na siebie większość zadań, ale pomagała mu także duża liczba wolontariuszy. Łącznie przy EDK pracowało ponad 70 osób. Wspierali nas strzelcy z Jednostki strzeleckiej im. Gen Sikorskiego, którzy czekali na sygnał o jakimś wydarzeniu, w którym potrzeba było ich pomocy. Dziewczęta i chłopcy ze Służby Medycznej Malta, czuwali w pogotowiu, by nieść medyczną pomoc potrzebującym wędrowcom. A jeszcze przed samą Drogą trzeba było zweryfikować opisy tras, wytyczonych w 2015 roku. Okolice, przez który wiodą trasy EDK ulegają ciągłym zmianom i nie można dopuścić do sytuacji, żeby przez drobny szczegół ktoś błądził po nocy.

Reklama

Roboty był ogrom.

Że nasza praca nie poszła na marne świadczy nie tylko masowy udział w EDK, ale także reakcje społeczeństwa na nią. Zetknęliśmy się wyłącznie z pozytywnym jej odbiorem. Spotykani po drodze ludzie serdecznie nas witali i pozdrawiali, kiedy na pytanie: „Czy to ta Ekstremalna Droga Krzyżowa?”, uzyskiwali odpowiedź: „Tak, to ona”. To idźcie Bogiem – mówili starsi, a młodzi deklarowali, że w następnym roku na pewno sami pójdą.

Dla tych, których najbardziej interesują „njusy” typu: ilu szło, ilu doszło, kto złamał lub skręcił nogę, kogo zabrało pogotowie, kto kogo „wziął na barana”, kto był „dobrym Samarytaninem”, a kto przyszedł ostatni i jak długo szedł, nie mamy dobrych informacji. Prawie nic się „njusowatego” na trasach EDK nie działo. Zapisało się 713 osób. Zapewne nie wszyscy poszli. Ci, którzy poszli, w znakomitej większości doszli. Chociaż ostatnie 10 kilometrów dla wielu to była prawdziwa droga przez mękę. I nie ma tu krzty przesady. Ale na pytanie, czy dojdą, mówili: Gdybyśmy teraz zrezygnowali, bylibyśmy głupi. Więc poza trudnościami w pokonaniu ostatnich kilometrów trasy, nic nieszczęśliwego, sensacyjnego się na trasach nie wydarzyło. Ale za to mogło się dziać sporo ciekawego w samych uczestnikach EDK.

Choćby przez to, że pielgrzymi czytali na kolejnych stacjach krzyżowych takie dość specyficzne rozważania „na temat”, przygotowane przez księdza Stryczka. I tak na stacji IX – Trzeci upadek pod ciężarem krzyża – czytali: „Panie, spraw, aby ta Droga Krzyżowa była dla nas momentem przełomu – upadku i powstania w sile”. Żyjemy w szczególnych czasach. Czasach przełomu. Dlatego i ta Droga też jest, musi być, Drogą przełomu. Kiedy upadają ideologie i autorytety, kiedy ludzie tracą orientację w świecie, kiedy wszystko jest tymczasowe, jednorazowe, do wymiany: idea, mąż, żona, samochód, kiedy ludzie nie umieją ze sobą żyć, wybaczać sobie, szukać rozwiązań problemów, coś musi pęknąć, ulec zmianie.

Reklama

Należy zacząć od siebie. Od swojej wiary. Bo tylko ci, którzy mają mocną wiarę, trwają. Bo wiara jest w dzisiejszym czasie jedyną pewnością. Ona jest skałą, opoką, na której można budować życie. Dlatego stacja XIII EDK kończy się apelem: „Jezu, który umarłeś na krzyżu, dodaj wiary, gdy tracę poczucie sensu”.

A przesłania stacji I –szej uczy: „Panie, naucz mnie wychodzić z moich wyobrażeń o drugim człowieku. Daj odwagę do tego, by „nie skazywać innych na śmierć”. Daj odwagę do tego, by wierzyć w tych najbardziej opuszczonych. Pomóż mi być ludzkim dla ludzi”.

To przesłanie z tej edycji EDK dla nas wszystkich. Zauważmy człowieka w człowieku. Naszego brata w człowieku. Także tym innej rasy i religii.

Ale EDK w swych naukach próbuje budować w młodym człowieku odwagę do bezkompromisowego życie. Jakże ważne dla młodych ludzi może być takie przesłanie: „Panie, proszę Cię o odwagę podjęcia ryzyka walki o ważne sprawy, bez oglądania się na to, co pomyślą inni.” Jak ważne to w dzisiejszych czasach konformizmu i powszechnego uładzenia, nie trzeba chyba tłumaczyć. To wezwanie do rewolucji duchowej ludzi młodych, do niezgadzania się z tym zastanym, skostniałym, stetryczałym światem, w którym przychodzi im żyć. I do tego przesłanie ze stacji X – tej: „Jezu, daj mi odwagę poznawania prawdy o sobie, abym mogła być prawdziwie wolna”.

Warto iść na Ekstremalną Drogę Krzyżową. Może tej nocy i tego ranka coś poznamy, coś przemyślimy, coś weźmiemy za swoje na resztę życia. Coś zrozumiemy, czego nie pojęlibyśmy nigdy, siedząc przy kompie, w ciepłym pokoju.

Warto spróbować. Bo nie warto żyć normalnie. Warto żyć ekstremalnie.

Na koniec nie możemy nie zauważyć i przypomnieć, że mielecka edycja EDK miała szansę na realizację dzięki zrozumieniu, akceptacji i wsparciu jej przez księdza prałata Kazimierza Czesaka. Tu, gdzie mądra starość spotyka się z rozsądną i pełną energii młodością, powstają rzeczy ważne, nawet wielkie. Dziękujemy, księże Proboszczu.

Sztab (byłej już) trzeciej, mieleckiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej

Foto: FLY DRON

Reklama
Tagi

Zobacz także

Sprawdź także
Zamknij
Back to top button
Zamknij
Zamknij