KulturaPolecaneSliderWiadomości

Jak lany poniedziałek obchodzono w Mielcu

Reklama

O wspomnienia z lanego poniedziałku zapytaliśmy przedstawicieli trzech pokoleń z Mielca.

– Lany poniedziałek za mojej młodości to był najbardziej niespokojny dzień w roku – mówiła 59-letnia pani Krystyna z okolic Mielca. – Od samego rana chłopcy z okolic kręcili i wypatrywali się żeby oblać jakąś dziewczynę, która tylko wyjdzie z domu.

O atrakcyjności dziewczyny świadczyło to ile razy (lub przez ilu chłopców) została oblana. Było trochę tak, jak z ciągnięciem dziewczyn za warkocze. Ale nie zawsze…

– My przestraszone siedziałyśmy w domach i nawet jak człowiek czegoś potrzebował to siedział w domu, byleby na pole nie wyjść. Pamiętam jak nieraz i tak wpadali do nas sąsiedzi przez piwnicę, czy uchylone okno jak nie chciałyśmy wychodzić. Nieraz czekali na dachu zaraz nad drzwiami, żeby od razu wylać na nas wiadro jak tylko chciałybyśmy się gdzieś ruszyć. Nawet jak człowiek w tym dniu chciał nie zmoknąć to nie było szans – opowiadała pani Krystyna.

Pokolenie dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków również dobrze pamięta zabawy lanego poniedziałku.

Reklama

– Gdy byłem dzieckiem to śmigus dyngus był niezwykle zobowiązującym świętem – mówił 33-letni mieszkaniec osiedla Smoczka. – Z kolegami z podwórka bardzo wcześnie rano gromadziliśmy się w ustalonym miejscu zaopatrzeni w plastikowe butelki napełnione wodą i od razu szliśmy na walki. Niegdyś używanie pistoletów, czy jajek na wodę było tandetne wśród rówieśników.

– Pamiętam jak rokrocznie chodziliśmy na osiedle Szafera, żeby z tamtejszymi chłopakami się lać wodą. To nie było do końca dla zabawy, walczyliśmy o uznanie. Dlatego też walki te trwały od rana właściwie do nocy, dopóki nasze mamy nie kazały nam wrócić laliśmy się jak mogliśmy. Co chwila chodziliśmy też do domu tego który mieszkał najbliżej, żeby uzupełniać nasze amunicje – wspominał mielczanin.

Obecne oblicze śmigusa dyngusa nie jest już tak atrakcyjne. A może macie na ten temat inne zdanie?

– Na pole wychodzimy zazwyczaj w kilka osób z naszymi pistoletami na wodę. Mama mówiła, że nie wolno oblewać nieznajomych osób. Na zewnątrz oblewam się tylko chwilę z kolegami, a potem wracamy do domu – powiedział 7 letni Igor.

Reklama

Lany poniedziałek tradycyjnie nawiązywał do oblewania kobiet, które w tym dniu zostawały oblewane po wyjściu z kościoła. Dziś, tradycja ta stopniowo traci na wartości, do tego stopnia, że w wielu domostwach pełni raczej rolę symboliczną. Obecnie oblanie wodą może być też uznane za naruszenie nietykalności osobistej. Grozi za to mandat do 500 zł, a nawet kara 1 roku
więzienia. Na dodatek, oblewanie ludzi nie spotyka się już z pozytywnym odbiorem, co powoduje, że niewiele osób angażuje się w kontynuowanie tej staropolskiej tradycji.

Nataniel Brożnowicz

Reklama

Zobacz także

Sprawdź także
Zamknij
Back to top button