PolecaneRozrywkaSport

Mielczanka na 2.Cracovia Półmaratonie Królewskim

Katarzyna Sumiec jest mielczanką i studiuje Dietetykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pasją do biegania zaraziła się już kilka lat temu, kiedy była jeszcze uczennicą Gimnazjum. W maju 2014 roku, wpadła na pomysł aby założyć bloga o bieganiu i zdrowym odżywianiu się.

Wpis, który zamieszczamy poniżej, pochodzi z bloga Kasi Sumiec, który znajdziecie TUTAJ.

Tegoroczny Cracovia Półmaraton Królewski stanowił dla mnie pewną zagadkę. Przez to, że nie biegałam ostatnio zbyt wiele, nie wiedziałam czego mogę się po sobie spodziewać. Postanowiłam pobiec rekreacyjnie, bez cierpienia i umierania, a jeśli się uda, to złamać 2 godziny.

Powiem szczerze, że przez pierwsze kilometry musiałam się hamować, żeby nie wyrwać do przodu, ale miałam gdzieś za uszami myśl, że później mogę tego żałować. Trasa była całkiem przyjemna, choć co chwilę były jakieś niewielkie podbiegi i zbiegi, jak to w Krakowie bywa. Do 10 kilometra trzymałam tempo na złamanie dwóch godzin, potem troszkę zwolniłam, a w okolicach Rynku, czyli na 13 kilometrze dopadł mnie mały kryzys. Nadszedł wtedy czas przemyśleń, co ja robię ze swoim życiem, że w ogóle biegnę bez sensu, skoro i tak nie będzie życiówki, że już chcę się zatrzymać, wypić butelkę wody i takie tam. Ale akurat wtedy nie mogłam się zatrzymać, bo tam przecież było najwięcej kibiców. Jak już dobiegliśmy do Wawelu, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam podziwiać widoki.

Oczywiście zaczęłam też odliczać kilometry do mety, już zaczynało być ciężko, ale miałam w głowie myśl, że nie mogę się zatrzymać, nawet na picie, czy zawiązanie sznurówek (i na szczęście się nie rozwiązały). Mówiłam sobie „Kasia biegnij, choćby nie wiem co, po prostu biegnij”. Na 18 km wyprzedziły mnie balony na 2:00, powoli zaczęłam się załamywać psychicznie, ale jak 2 kilometry później zobaczyłam w oddali Kraków Arenę, to już mi było wszystko jedno i było fantastycznie. Mnóstwo kibiców, świetny doping, ludzie krzyczeli i bili brawo. Dla takich chwil właśnie warto biegać. A sama meta? Wrażenie niesamowite. Ciemność, mnóstwo kolorowych świateł, głośna muzyka, nogi aż same niosły. I oczywiście wielka radość, a w głowie jedna myśl „Dajcie mi wody!”.

Czas? 2:02:13. Ciężko mi się do tego przyznać, bo z jednej strony fatalnie, 10 min gorzej od rekordu życiowego, ale z drugiej strony od początku planowałam, żeby pobiec rekreacyjnie i bez spiny. Ale sezonu startowego jeszcze nie skończyłam.



Tagi
Pokaż więcej

Zobacz Również

Redakcja serwisu CzyliWiesz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zamknij

Wykryto Adblocka

Wspieraj nas, wyłącz blokowanie reklam